Dropshipping – jak się nie narobić a zarobić?

Pojęcie dropship jeszcze 3-4 lata temu było u nas niemal nieznane. Funkcjonowało wtedy w kraju ledwie kilka hurtowni działających w tym modelu, również niewiele zagranicznych wysyłało towar do Polski. Zresztą klientów nawet niespecjalnie to kusiło, w końcu kurier np. z Francji kosztował kilkadziesiąt złotych. A teraz taniej można dostać przesyłkę z Chin… (ten akurat kanał dostaw jest ostatnio tyleż modny co kontrowersyjny i aż prosi się o osobny temat – dostanie go zresztą).

Na razie zostańmy przy tym co modne – dropshippingu.

Sieć jest zalewana artykułami o tym, jakie to duże pieniądze czekają na nas, gdy tylko zdecydujemy się działać w tym modelu sprzedażowym i jakimi on zaletami jest po brzegi wypakowany.

Trochę w tym prawdy a trochę nachalnego marketingu hurtowni, stwarzającego zbyt jednostronny obraz tego modelu pracy. No właśnie – pracy.

Mimo wielu – naprawdę wielu – zalet i oczywiście garści wad nie jest on bowiem receptą na nie wymagające nakładów czasu, pracy, środków życie w luksusie do końca dni swoich tylko dlatego, że przeczytaliśmy poradnik „Jak zostać dropshipperem w weekend”.

Jest zajęciem, głównym czy dodatkowym, ale zajęciem ukierunkowanym na zarabianie pieniędzy. A tego nie da się osiągnąć nic nie robiąc. Nie wystarczy ściągnąć plik integracyjny z hurtowni oferującej dropshipping, postawić sklep na defaultowej skórce, ustawić marżę 5% i wybrać się do sklepu (internetowego oczywiście) po kąpielówki, bo przecież resztę życia spędzicie na plaży.

Takie bowiem wizje roztaczane są przed początkującymi biznesmenami i w takie, co dziwne, wierzą oni, co nie może skończyć się inaczej niż rozczarowaniem.

Nie kupujcie kąpielówek. Nie od razu. Najpierw zaopatrzcie się w długopis i parę kartek, albo bardziej nowocześnie – w kilka formuł w Excelu.

Wiele sklepów internetowych w kraju działa w takim modelu i bardzo go sobie chwali, przy odpowiedniej dozie rozsądku możecie dołączyć do nich.

Mitem jest twierdzenie, że dropshipping nie wymaga żadnych nakładów. Wymaga.

Towar bowiem musicie sprzedawać w jakimś miejscu. Sklep internetowy w darmowej wersji nie przyciągnie klienta, zaś w przyjemnej dla oka troszkę jednak będzie kosztował.

Klienta należy powiadomić o waszym istnieniu. Albo dyskretnie marketingiem szeptanym, albo prosto na skrzynkę mailingiem, albo reklamując się na tematycznych forach i blogach, albo zostawiając swój ślad by mogły przeczytać go roboty Google i pokazać was w wynikach organicznych wyszukiwania albo krzyczeć do potencjalnych klientów reklamami AdWords… Kolejnych parę takich „albo” też by się znalazło – niektóre wymagają czasu, inne pieniędzy, a jeszcze inne jednego, drugiego i w dodatku fachowca do tego.

Można oczywiście liczyć, że zamkniecie się w dosłownie kilkuset złotych korzystając z darmowego lub taniego oprogramowania do integracji a zamiast na pozycjonowaniu skupicie się na niskiej cenie. Niestety czeka tu na was zasadzka – niska cena nie wystarczy do przyciągnięcia klienta do sklepu, bo nie będzie o nim wiedział…

Mniejszych wydatków też spotkacie na drodze wiele, jednak te dwa to główne koszta jakie należy uwzględnić planując otwarcie biznesu w tym modelu i musicie się z nimi liczyć o ile w sklepie mają klienci mają być codziennie a nie pojawiać się raz na tydzień.

Ale jaki jest plus? Prowadząc „klasyczny” sklep też musielibyście wydać te pieniądze a do tego zadbać o towar, co dopiero potrafi być konkretnym wydatkiem.

Dropshipping wymaga środków na początek, jednak możecie poświęcić je niemal w całości na stworzenie miejsca sprzedaży i poinformowanie o tym klientów. Mając ten sam kapitał początkowy jesteście w stanie zrobić dużo lepszy czy bardziej przyjazny sklep i lepiej go rozreklamować, nie musicie bowiem ani złotówki ładować w towar. Wystarczy skupić się tylko na dopracowaniu sklepu, marketingu i kontakcie z klientem pozostawiając hurtowni obsługę zamówień i ich wysyłkę.

I kolejny mit, pokutujący w poradnikach dla raczkujących biznesmenów. Hurtownia wysyła, wy nic nie robicie. Akurat. Jeśli nie robicie, to nie zarobicie.

Na dostawcę przenosicie przecież tylko część techniczną sprzedaży – przyjmuje zamówienie, pakuje, wysyła – oraz dbanie o ofertę, jej różnorodność i właściwe zaprezentowanie. Nie odbiera za was telefonów, nie odpisuje na maile, nie pisze na forach peanów o sklepie posługując się fałszywym nickiem, nie czyta raportów sprzedażowych, nie analizuje konkurencji, nie wysyła newsletterów, nie skrzykuje znajomych do lajkowania profilu na fejsie, nie szacuje zysków przy różnych poziomach marży, nie wystawia faktur klientom…

Co prawda są na rynku systemy niemal całkowicie bezobsługowe, przekazujące zamówienia bezpośrednio do hurtowni, aktualizujące magazyny i ceny w czasie rzeczywistym ale przecież to nadal tylko część obowiązków związanych z prowadzeniem sklepu, w dodatku ta prostsza.

Bardzo czasochłonne zajęcie, jakim jest przygotowanie opisowe i graficzne oferty oraz dbanie o zatowarowanie przejmuje dostawca, który zajmie się również wysyłką towaru – to ogromnie ułatwia życie. Ale to wy jesteście mózgiem biznesu, zajmujecie się strategią działania, tworzycie plany i dbacie o ich realizację.

Dzięki delegowaniu części zadań na hurtownię możecie albo w pełni poświęcić się innym zagadnieniom związanym z prowadzeniem sklepu internetowego albo pracować krócej, na przykład dzieląc sklep z etatem, studiami, wychowywaniem dziecka…

Dropshipping ma wiele zalet i odpowiednio je wykorzystując możecie znacznie ułatwić sobie życie i w niektórych aspektach faktycznie w widocznie prostszy, spokojniejszy i bezpieczniejszy sposób zrealizować plany biznesowe. O ile jednak chcecie zarobić na wakacje na plaży a nie na same kąpielówki to pracować na to trzeba…

Czy ma wady? Owszem. Niektóre faktyczne, inne na zasadzie coś za coś, a jeszcze inne powstałe chyba tylko w głowach co poniektórych blogerów nie znających tematu z praktyki.

I tymi prawdziwymi i wydumanymi zajmiemy się za chwilę.

Hubert

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*