Dropshipping – okiem praktyka, część druga

Dropshipping – okiem praktyka, część druga

 

Jako się rzekło postaramy się w kilku artykułach podsumować wiedzę dotyczącą dropshippingu jaką przekazuje internet (głównie właśnie również materiałami z blogów) oraz skonfrontować to z praktyką. Jednym słowem uwagi na temat tego modelu logistycznego będą wychodziły od osób faktycznie prowadzących sklepy internetowe. Mamy nadzieję, że uznacie je za wartościowe.

 

Kolejny teoretyczny minus to brak pewności, że towar który mamy w ofercie sklepu faktycznie jest dostępny w hurtowni w momencie sprzedaży u nas.

I faktycznie musimy się tu zgodzić – taki problem istnieje, jest jak najbardziej realny. Ale jednocześnie przy użyciu odpowiednich narzędzi może stać się marginalny. W czym więc rzecz?

Hurtownia ma na stanie określoną ofertę produktów, my za pomocą zazwyczaj plików csv albo XML i oprogramowania zewnętrznego lub sklepowego takową importujemy do naszego sklepu. Proces zazwyczaj nazywa się integracją, aplik analogicznie – integracyjnym. W momencie wczytania pliku do naszego sklepu dysponujemy możliwością udostępniania oferty hurtowni jak własnej.

I tu zaczynają się może nie tyle schody, co drobne schodki. Hurtownia oferująca dropshipping ma to do siebie, że klientów posiada wielu. A klienci jak to klienci – towar kupują. Nie jest tu istotne czy będzie to klient również współpracujący w systemie klasycznym lub dropshipping w swoim sklepie internetowym czy też tradycyjnie do sklepi stacjonarnego. Istotne jest jedynie to, że kupując zmniejsza stany magazynowe, które przecież są również naszymi stanami…

Czy może więc dojść do sytuacji, gdy klient hurtowni wykupi cały stock towaru X, a klient detaliczny nie wiedząc o tym nabył go w naszym sklepie?

Tak. Może. Zresztą niejednokrotnie bywa.

Czy da się temu przeciwdziałać i w jaki sposób?

Jest kilka metod.

Najpierw musimy sobie uzmysłowić, że tak podnoszona wada nie jest specyfiką tylko dropshippingu. Bardzo dużo sklepów internetowych w kraju działa w oparciu o metodę „najpierw sprzedaj, potem kup”. To normalny proceder w przypadku sklepów początkujących, niewielkich, ale niekiedy nawet i dużych, które nie widzą potrzeby utrzymywania pełnego asortymentu na magazynie własnym. One też bazują na stanach hurtowni, aktualizują je analogicznie, jedynie forma wysyłki jest inna. Nie jest to więc wada jedynie tego modelu, ale dużo powszechniejsza. I da się z nią żyć.

Aktualizowanie stanów magazynowych – czyli proces, w czasie którego pobieramy plik ze stanami hurtowni i na ich podstawie zmieniamy stany w naszym sklepie. Nie jest to bowiem jednorazowy proces, przeprowadzać możemy go nawet kilka czy kilkanaście razy na dobę. Zależy to tylko od możliwości technicznych sklepu (bo niekiedy oferta potrafi mieć kilkadziesiąt tysięcy produktów i taka aktualizacja zajmuje kilka godzin) oraz hurtowni. Te bowiem też starają się przekazywać klientom jak najbardziej dokładne stany i np. generują nowy plik co godzinę albo wręcz automatycznie powiadamiają klienta mailowo od razu gdy jakiś towar wyprzeda się do zera.

Kilka hurtowni ma wręcz metodę wysokiego bezpieczeństwa i pozwala na generowanie oferty bardziej indywidualnie – na przykład zastrzegamy sobie, że w pliku integracyjnym jaki dla nas przygotowuje automat nie ma produktów, których stan wynosi mniej niż 3. Takie samo rozwiązanie może przygotować dla naszego sklepu programista, ostatecznie ręcznie możemy filtrować ofertę sklepu i wyłączać widoczność produktów kończących się – ale akurat to już jest zbytnia czasochłonność.

By mieć aktualną ofertę w sklepie wystarczy w przeważającej większości przypadków regularna integracja za pomocą odpowiednich narzędzi – problem sporadycznie będzie występował, ale nie sprawi większego kłopotu ani naszym klientom ani nam.

Co zrobić gdy jednak wystąpi?

  1. Kontaktujemy się z hurtownią i pytamy o termin nowej dostawy. Czasem towar jest wyprzedany do zera, czasem będzie za dwa dni, albo za dwa tygodnie. Najważniejsze, że będziemy mieć wiedzę CZY i KIEDY będzie dostępny.
  2. Teraz pora na kontakt z klientem. Przepraszamy go za brak możliwości realizacji zamówienia albo za jego opóźnienia, nie wnikając przypadkiem w szczegóły dlaczego tak, a nie inaczej. To nasz problem, nie klienta, a i wiedza o tym, że nigdy nie mamy fizycznie towaru na stanie może dla niektórych być wręcz szokująca. Serio.
  3. Przy opóźnieniu idącym w kilka dni większość klientów po uprzejmych przeprosinach zgodzi się poczekać. Przy dłuższych najlepiej od razu zaproponować ofertę produktów podobnych i zaoferować je klientowi z rabatem. Prawdę mówiąc nieraz w takiej sytuacji będzie lepiej wyjść „na zero plus” niż zniechęcić klienta do naszego sklepu.

Czy często zdarzają się sytuacje, że sprzedajemy towar, którego nie ma już w hurtowni? Jeśli będziemy regularnie aktualizować ofertę to i będą one sporadyczne. Ich stuprocentowe wyeliminowanie nie jest technicznie możliwe, dotyczyć będzie każdego sklepu nie bazującego w 100% na magazynie własnym.

 

Nie należy się go przesadnie obawiać, jest bowiem wpisane z założenia nie tyle w dropshipping, co w działalność wszystkich sklepów internetowych bazujących w całości lub części na stanach magazynowych dostawcy, hurtowni, producenta.

Po prostu musimy wiedzieć, że taka sytuacja może zajść, co zrobić by zaszła jak najrzadziej i jak się zachować, gdy jednak problem nas dotknie.

Hubert

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*