Dropshipping – okiem praktyka

Outsourcing, czyli przekazywanie części działalności firmy do innych podmiotów, to pojęcie znane od dziesiątków lat a obecnie praktykowane w tej czy innej formie w zasadzie przez każde przedsiębiorstwo, niezależnie od wielkości. W przypadku sklepów internetowych jedyną ze sztandarowych jego odmian jest dropshipping.

Przeniesienie części logistycznej związanej z obsługą klienta – czyli pakowania, wysyłki, ale również rozpatrywania reklamacji czy zwrotów – na dostawcę jest w ostatnich latach jednym z bardziej popularnych modeli działalności.

Doczekał się on wielu opracowań fachowych, akademickich, ale też wielu artykułów i wpisów w internecie – na blogach, forach, stronach firmowych.

Od entuzjastycznych po piętnujących same wady i pomijających zalety, bo oczywiście dropshipping ma i jedno i drugie.

Wydaje się jednak, że wiele materiałów dostępnych w sieci bazuje tylko na wiedzy teoretycznej i teoretycznych właśnie założeniach. Dziś zaś spróbujemy skonfrontować je z praktyką. Weźmiemy pod lupę to, co znaleźć można w sieci a z drugiej strony opinię i komentarz wyrażą osoby faktycznie zajmujące się dropshippingiem w prowadzeniu działalności. Nie dostawcy, bo to byłoby zbyt proste. Sprzedawcy. Osoby prowadzące sklepy internetowe oparte o dropshipping.

Jak zatem wypadają opinie znalezione w sieci na tle praktycznej działalności firmy stosującej ten właśnie model logistyczny? Sprawdźmy.

Uzależnienie od hurtowni – właśnie taki problem jest często podnoszony. Pytanie tylko jak go faktycznie i PRAKTYCZNIE rozumieć… Mamy obecnie trzy główne modele działalności w sklepach internetowych małej i średniej wielkości.

Magazyn własny – czyli towar fizycznie w sklepie, wysłany z niego przez pracowników lub właściciela osobiście, z pełną obsługą procesu wysyłki i zwrotu przez firmę.

Magazyn hurtowni – czyli sprzedaż towaru odbiorcy a następnie jego zamówienie w hurtowni, przepakowanie i również pełna obsługa procesu logistycznego.

Oraz oczywiście dropshipping, czyli zlecenie naszemu dostawcy dostarczenia towaru do klienta końcowego, czasem (nie zawsze) połączone z obsługą reklamacji i zwrotów towaru.

W drugim i trzecim przykładzie jesteśmy dokładnie tak samo „uzależnieni” od hurtowni.

Na czym może polegać – wedle teoretyków – owo uzależnienie?

  • wysyłka wybrakowanego towaru do klienta. Oczywiście może zdarzyć się, że jakiś towar jest wadliwy, zepsuty, złamany, nie działa. Tak samo może się to zdarzyć gdy kupujemy towar na magazyn własny lub gdy przepakowujemy tylko dostawę z hurtowni. Różnica oczywiście jest, w końcu jeśli to my odpowiadamy za pakowanie, to możemy tą wadliwość wychwycić, a w hurtowni.. No właśnie, a w hurtowni co? Pakowacz wrzuca towar z widoczną skazą do przesyłki? Szybko przestanie być pakowaczem, bo będzie generował stratę dla hurtowni, tak pieniężną jak i wizerunkową. Takie przypadki praktycznie nie zdarzają się, a jeśli nawet, to nie częściej niż w przypadku pakowania na magazynie własnym. Dostawca nie dbający o jakość dostaw ryzykuje odpływem klientów, a wdrożenie i obsługa systemu dropshippingowego jest dla hurtowni droga i skomplikowana, takiej inwestycji nie naraża się ot tak sobie.

Może się zdarzyć taki jednostkowy przypadek, ale będzie właśnie jednostkowy.

  • opóźnienia w dostawie. Dość dziwny zarzut. Dostawa w dropshippingu jest szybsza niż w modelu polegającym na przepakowywaniu towaru (a to bardzo popularny sposób obsługi w sklepach małych czy średnich) i tak samo szybka jak w sklepach korzystających z magazynów własnych (a są branże, gdzie tychże sklep mały nie jest w stanie utrzymać, po prostu się nie da). Oczywiście, że może się zdarzyć „obsuwa”, jednak każda hurtownia w kraju podaje szacunkowy termin dostawy, który sklep internetowy przekazuje swojemu klientowi detalicznemu i to hurtownia wysyła z magazynu własnego, ciężko tu więc na opóźnienia inne niż przypadki losowe. Aczkolwiek są hurtownie bazujące na magazynie jeszcze innych hurtowni, i to one zamawiają towar albo wysyłka jest organizowana bezpośrednio od producenta. Można powiedzieć, że to podwójny dropshipping, ale nadal czas obsługi jest znany dla sklepu internetowej i dla jego klienta. Bać się tego byłoby lekko zabawne.
  • upadek hurtowni to upadek naszego biznesu. No, prawda jak to bywa – teoretyczna. Zdecydowanie więcej upada sklepów niż hurtowni, a jeśli dotknie to naszą to szukamy innej. Mamy już sklep, mamy klientów, możemy zmienić dostawcę nie zmieniając niemal wcale asortymentu (na przykład hurtowni z bielizną tych samych produktów jest w kraju kilka), zachować rodzaj towaru (czyli ta sama branża, inni producenci) albo iść w inną stronę. Ale upadać? Oczywiście w przypadku drastycznej zmiany branży, na przykład z zabawek dla niemowląt na np. akcesoria erotyczne dla dorosłych z hurtowni eroplace.pl, tracimy efekty pracy pozycjonerów i de facto zaczynamy od początku. Jeśli jednak zostaniemy w tej samej branży efekty upadku hurtowni nie pogrążą nas. Ciekawostka – jak tenże upadek wpłynie na sklep, który w hurtowni zaopatruje się na magazyn własny albo przepakowuje towar? Różnice są minimalne, tak więc czy to dropshipping czy inny model działalności to efekt zniknięcia z rynku naszego dostawcy będzie dla nas niemal taki sam.

Kolejne teoretyczne wady okiem praktyków – niedługo.

Wady rzeczywiste – bo te też są – również omówimy, bowiem żaden system nie jest idealny.

Hubert

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*