Odrobina oryginalności na co dzień

Decydując się na otworzenie sklepu internetowego musimy sobie odpowiedzieć już na samym początku jaki asortyment chcemy w nim prowadzić. Optymalnie byłoby wybrać tu ofertę na której mamy wysoką marżę, małe zwroty, niespecjalnie dużą konkurencję i jeszcze popyt pozwalający na bezstresowe funkcjonowanie i ciągły rozwój biznesu. Niestety takie rzeczy się nie zdarzają niemal wcale a już na pewno nie pisze się o nich w poradnikach ani nie dzieli się tą wiedzą z innymi. Można kupić przeróżne e-booki twierdzące, że z ich pomocą szybko i sprawnie staniemy się bogaci, konkurencyjni, ba, może nawet piękni i młodzi. Tak łatwo nie ma – te produkty, na których naprawdę można uzyskać wysokie marże i godziwe obroty są prawdziwymi rarytasami i gdyby tylko ktoś zaczął o ich świetności rozgłaszać zaraz by tą świetność straciły… Jest jednak na rynku przynajmniej kilkadziesiąt hurtowni dropshipping i tradycyjnych oferujących dobry towar, dobre ceny i możliwość uczynienia ze sklepu internetowego głównego źródła zarobku, chociaż oczywiście niekoniecznie od razu. Jeśli dysponujemy ograniczonymi środkami na początek i rozwój będzie bardziej rozciągnięty w czasie…

 

Do tych hurtowni dotrzeć może każdy umiejący obsługiwać Google w stopniu podstawowym, więc od początku musimy nastawić się na walkę z konkurencją. Co można więc zrobić by to właśnie nasze produkty – choć te same co w kilkunastu lub więcej sklepach – były przez klientów postrzegane za bardziej atrakcyjne? I co równie ważne za ciekawsze postrzegały je niezmordowane roboty Google, przeczesujące sieć by wedle sobie tylko znanych algorytmów budować pozycję stron w rankingach?

Jest kilka banalnie prostych rzeczy, których wdrożenie w sklepie pozwoli na podniesienie jego atrakcyjności tak dla klienta jak dla Google. I jest kilka błędów, które popełnia większość osób otwierających swój pierwszy sklep.

 

Oferta hurtowni zapisana jest w tak zwanym pliku integracyjnym i w większości przypadków jest taka sama dla każdego klienta. Są nieliczne wyjątki, które pozwalają na filtrowanie oferty już na poziomie integracji. Dzięki temu sklep może na przykład zrezygnować z określonych kategorii, producentów, produktów, których utrzymywaniem w sklepie nie jest zainteresowany. Chętniej używaną opcją będzie stan minimalny produktu, czyli na przykład nie pojawi się w ofercie sklepu taki, który hurtownia będzie miała na stanie w jednym czy dwóch egzemplarzach. To jednak należy do rzadkości, można więc założyć, że taka sama oferta trafi do wszystkich zainteresowanych sklepów. Skoro więc każdy ma to samo, to jak zrobić z tego coś innego?

 

Pierwszy krok to zmiana struktury kategorii. To, w jaki sposób hurtownia ma podzielony asortyment nie zawsze musi odpowiadać naszemu wyobrażeniu, możemy przecież chcieć położyć nacisk na zupełnie inne niż dostawca kwestie. Nie zawsze ma to sens, nie zawsze jest taka potrzeba, ale i tak w strukturę oferty na poziomie sklepu powinniśmy zaingerować. W ten sposób burzymy pierwszy element podobieństwa, który rzuca się w oczy klienta. Sklepy bowiem mają tą samą ofertę – ale nie ten sam sposób jej prezentacji. Wystarczy niewielka korekta, zmiana nazw kategorii, podkategorii, zmiana ich kolejności na stronie i sklep od razu zyskuje odrobinę unikalności. Jest to zabieg banalnie prosty, równie szybki a jednak nie korzysta z niego ogromna ilość sklepów korzystających z hurtowni internetowych. Naprawdę ciężko powiedzieć czemu…

Drugi krok jest równie mało skomplikowany. Po zmianie kategorii, czyli de facto sposobu prezentowania oferty, bierzemy się za zmiany nazw produktów. Nie chodzi tu o nazwanie krawata „zwisem męskim ozdobnym” a szlafrok nie musi stać się podomką. Nie wymyślamy nowych nazw, po prostu piszemy je po swojemu. Każda hurtownia ma określony, w miarę ujednolicony sposób nazewnictwa. Bardzo często stosowany przez nią w nazwie produktu jest jakiś kod, symbol wewnętrzny, oznaczenie materiału, nazwa producenta. W takiej formie trafia i do naszego sklepu. Bardzo często to, co w hurtowni ma uzasadnienie w sklepie wygląda po prostu brzydko. Przykładem może być sposób zapisu stosowany przez jedną z największych hurtowni bieliźniarskich „Alles Padme biustonosz (kolor: biały, typ: push up)”. Jeśli mamy taką nazwę w swoim sklepie – cóż, miejmy, styl dziwny ale nasz. Jednak jeśli identycznie wygląda nazwa w kilkudziesięciu innych sklepach klient podświadomie lub świadomie będzie poszukiwał odmiany, oryginalnie zaprezentowanej oferty. Na drugim biegunie będzie zupełny brak unikalności i kilkadziesiąt różnych produktów o nic nie mówiącej nazwie „Półbuty męskie”. W hurtowni to może nie mieć znaczenia, w sklepie zniechęci.

Udawajmy przynajmniej, że to co mamy w ofercie nie jest tym samym co ma kilkanaście lub więcej innych sklepów. Pokażmy klientowi, że znaleźliśmy chwilę by ją specjalnie dla niego, klienta, przygotować. Niestety „chwila” jest tu mocno umownym stwierdzeniem, bowiem taka praca zajmie zazwyczaj od kilku do kilkudziesięciu godzin pracy, jednak doceni ją i kupujący i bezlitosne Google.

c.d.n.

 

 

Hubert

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*